1 stycznia, dziś w Krakowie zaczyna obowiązywać Strefa Czystego Transportu

Wprowadzona wbrew mieszkańcom, wbrew logice!
Strefa obejmuje ok. 60% miasta. W praktyce dla wielu osób spoza Krakowa (zwłaszcza dojeżdżających codziennie do pracy, na uczelnie, do szpitali) zaczyna się nowa, realna bariera ekonomiczna: jeśli samochód nie spełnia wymogów, płacisz za sam wjazd: w 2026 r. 2,50 zł za rozpoczętą godzinę albo 5 zł za dzień, a dla regularnych dojazdów abonament 100 zł miesięcznie (z podwyżkami w kolejnych latach do 500zł ). Ta opłata najbardziej uderza w tych, którzy nie mają pieniędzy, żeby z dnia na dzień wymienić auto, a jednocześnie nie mają alternatywy w postaci szybkiej i wygodnej komunikacji zbiorowej z gmin ościennych. Efekt społeczny jest łatwy do przewidzenia. Rosną podziały między tym, kogo stać a tym, kto ma dojechać do pracy, między centrum a peryferiami, między Krakowem a metropolią.
SCT to narzędzie szerszej polityki klimatycznej i transportowej, wpisanej w Europejski Zielony Ład. UE wprost zakłada głęboką redukcję emisji z transportu do 2050 r., a presja na ograniczanie ruchu aut spalinowych w miastach jest jednym z instrumentów tej strategii. I właśnie dlatego temat jest polityczny. Bo koszty transformacji rozkładają się nierówno i opierają się na wpływach politycznych. Co więcej, w Europie widać narastający spór o takie strefy. We Francji Zgromadzenie Narodowe przegłosowało w 2025 r. (na etapie parlamentarnym) likwidację stref ZFE, a w Brukseli próby odraczania kolejnych etapów LEZ kończyły się batalią prawną. To pokazuje, że nie ma jednej oczywistej drogi, tylko jest konflikt o to, kto ma za to zapłacić i jaką cenę społeczną uznajemy za akceptowalna (za ile można kupić ekologiczność).
Do tego dochodzi spór prawny w Małopolsce. Wojewoda małopolski zaskarżył krakowską uchwałę do sądu administracyjnego, wskazując m.in. wątpliwości co do zgodności z zasadą równości. Równolegle przeciwko przyjętym rozwiązaniom protestowały samorządy wokół Krakowa. Część gmin przyjmowały stanowiska/apele o sprzeciwie i o skutkach dla mieszkańców dojeżdżających. Ta dyskusja nie jest o tym, czy powietrze ma być czyste (każdy tego chce). Ona jest o tym, czy wdrażamy „zieloną” politykę w sposób sprawiedliwy społecznie, czy przerzucamy koszty na tych, którzy mają najmniej narzędzi, żeby się obronić.
NIE DLA SCT!