To zjawisko, które rośnie i którego władze nie potrafią albo nie chcą zatrzymać

Mieszkańcy podwrocławskich miejscowości od miesięcy alarmują, że ich spokojne osiedla zamieniają się w wieloosobowe kwatery dla imigrantów. W domach jednorodzinnych, które powinny służyć rodzinom, lokuje się po kilkadziesiąt osób, nierzadko w skrajnie złych warunkach. W Domasławiu w jednym budynku miało mieszkać aż 97 osób. To nie są już pojedyncze przypadki, to zjawisko, które rośnie i którego władze nie potrafią albo nie chcą zatrzymać.
To właśnie pokazuje prawdziwe oblicze polityki migracyjnej polskiego rządu. Oficjalnie słyszymy deklaracje o kontrolach, przepisach i rzekomej szczelności systemu. W praktyce państwo jest kompletnie bezradne, a urzędnicy rozkładają ręce. Słyszymy, że regulacje są wystarczające, tylko trudne do wyegzekwowania. A więc mamy prawo, które niczego nie gwarantuje i które nie chroni zwykłych obywateli. I tak jak w wielu innych sprawach, interes zwykłego Polaka został zepchnięty na margines.
To nie jest tylko problem komfortu życia mieszkańców. To zapowiedź tego, co się wydarzy, jeśli władza będzie nadal ignorować konsekwencje masowej imigracji. Kto zna sytuację w Anglii, ten wie, że zaczynało się dokładnie tak samo. Najpierw pojedyncze domy pełne obcokrajowców, przekształcane nielegalnie w noclegownie. Potem całe dzielnice, w których miejscowi czuli się obco. Dziś Wielka Brytania tonie w kryzysie migracyjnym, którego nie potrafi rozwiązać. Rząd brytyjski jest bezsilny wobec presji społecznej, rosnących kosztów i niebezpieczeństw. Politycy przez lata powtarzali, że wszystko jest pod kontrolą. Teraz nie ma już ani kontroli, ani spokoju.
Jeśli Polska pójdzie tą samą drogą, skończymy identycznie. Już teraz widać, że rząd nie zamierza bronić interesów obywateli. Zamiast stanowczo egzekwować przepisy, zamiast karać tych, którzy urządzają nielegalne kwatery, władza wysyła ludzi do sądów cywilnych, jakby to była prywatna sprawa mieszkańców. To kpina. To jest abdykacja państwa.
Problem nie leży tylko w tym, że ktoś łamie przepisy budowlane. Problem leży w skali imigracji, którą rząd przepuścił bez żadnej refleksji o jej skutkach społecznych i kulturowych. Polska, zamiast wyciągać wnioski z błędów Zachodu, powiela je krok po kroku. A przecież każdy, kto ma oczy otwarte, widzi, jak kończy się polityka multikulturowa w zachodnich miastach.