Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie wpisania unijnego aktu „małżeństwa” jednopłciowego to przykład bardzo groźnego przekroczenia granicy między stosowaniem prawa, a jego faktycznym tworzeniem. Sąd administracyjny, który powinien pilnować legalizmu działania organów państwa, zaczął pełnić rolę narzędzia przebudowy ustroju prawnego metodą wyroków. Zasada legalizm podstawa orzecznictwa legła pod presją polityk ideologicznych.
W prawie administracyjnym obowiązuje zasada legalizmu. Organ administracji publicznej działa na podstawie i w granicach prawa. Kierownik urzędu stanu cywilnego nie jest od poprawiania ustaw ani od dostosowywania polskiego porządku prawnego do ideologicznych mód importowanych z zagranicy. Jeżeli polskie prawo nie przewiduje małżeństwa osób tej samej płci, to odmowa transkrypcji takiego aktu była decyzją logiczną, legalną i zgodną z podstawowymi zasadami państwa prawa.
Nie wolno udawać, że chodzi tu o zwykłą techniczną czynność wpisania dokumentu do rejestru. Rejestr stanu cywilnego nie jest neutralnym archiwum. To element polskiego systemu prawnego, który odzwierciedla instytucje uznawane przez państwo. Wpisanie do niego aktu „małżeństwa” jednopłciowego oznacza coś więcej niż prostą ewidencję. To wciąganie do krajowego porządku prawnego konstrukcji, której polska konstytucja i ustawodawstwo nie przewidują.
Konstytucja RP w art. 18 stanowi jasno, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. To nie jest ozdobnik ani luźna deklaracja światopoglądowa, ale norma ustrojowa, która wyznacza granice interpretacyjne dla całego systemu prawa. Jeżeli więc NSA uznaje, że można zmusić polski urząd do transkrypcji aktu sprzecznego z konstytucyjnym rozumieniem małżeństwa, to znaczy, że sąd bierze udział w osłabianiu rangi samej konstytucji.
Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że sąd zrobił to pod osłoną prawa unijnego i wcześniejszego orzeczenia TSUE. W ten sposób dostajemy bardzo niebezpieczny precedens. Mamy przesuwanie granic prawa bocznymi drzwiami. Jest to bezpośrednie uderzenie w podstawowe zasady prawa administracyjnego i w suwerenność państwa.
W tej sprawie kierownik Urzędu Stanu Cywilnego zachował się tak, jak powinien zachować się organ administracji w państwie prawa. Oparł się na obowiązujących normach, a nie na politycznej modzie. To NSA poszedł krok dalej, niż powinien. Zamiast chronić zasadę działania organów w granicach prawa, wymusił na administracji czynność, która ma istotny wymiar ustrojowy i aksjologiczny. Sąd administracyjny nie jest od zmiany definicji małżeństwa. Od tego jest ustrojodawca i ustawodawca.
Ten wyrok należy więc ocenić jednoznacznie negatywnie. Jest to przykład rozmiękczania konstytucji, osłabiania zasady legalizmu i wypychania administracji publicznej w obszar, w którym nie powinna działać bez wyraźnej podstawy ustawowej. Państwo, które przestaje traktować własne normy ustrojowe poważnie, przestaje być państwem naprawdę suwerennym.