„Przełożenie wajchy” nie naprawi Krakowa

Na portalu Gazeta Krakowska, Aleksander Miszalski zapowiedział „przełożenie wajchy” i większe skupienie się na zadaniach najbardziej oczekiwanych przez krakowian.
Samo hasło może brzmieć efektownie, ale mieszkańcy Krakowa mają dziś prawo oczekiwać nie nowych deklaracji, tylko realnych rezultatów. Trudno bowiem udawać, że wystarczy zmiana tonu wypowiedzi, skoro miasto nadal mierzy się z poważnymi problemami finansowymi, a w debacie publicznej regularnie wraca temat zadłużenia liczonego już w miliardach złotych. W oficjalnych dokumentach miasta i podczas sesji Rady Miasta Krakowa pojawiały się kwoty sięgające około 7,9 mld zł w wieloletniej prognozie finansowej, więc nie jest to temat wymyślony na potrzeby politycznego sporu.

Jeżeli więc dziś słyszymy o nowym otwarciu, to naturalne jest pytanie, co konkretnie ma się zmienić w praktyce.
Czy oznacza to odejście od działań, które pogłębiały społeczne napięcia, takich jak forsowanie Strefy Czystego Transportu, czy też mamy do czynienia wyłącznie z nową oprawą dla tej samej polityki. Temat SCT rzeczywiście pozostaje jedną z ważnych osi sporu w Krakowie, bo był procedowany na forum Rady Miasta i wzbudzał silne emocje społeczne. W mojej ocenie problem Aleksandra Miszalskiego nie polega dziś na braku kolejnego hasła, lecz na braku wiarygodności wobec wcześniejszych decyzji i zapowiedzi. Kraków nie potrzebuje politycznego marketingu ani nagłego odkrywania tematów ważnych dla mieszkańców dopiero wtedy, gdy rośnie presja społeczna. Potrzebuje uczciwego przyznania, że same deklaracje nie wystarczą, a prawdziwa zmiana musi być widoczna w finansach miasta, priorytetach władz i codziennym traktowaniu mieszkańców.