Kiedy mieszkańcy śpią, Zarząd Transportu Publicznego w Krakowie najwyraźniej szuka kolejnych sposobów, by utrudnić życie kierowcom.
Zapowiadane zmiany w parkingach P+R, ograniczające wjazd pojazdów powyżej 1,6 metra wysokości, trudno uznać za działanie racjonalne i przyjazne mieszkańcom. Parkingi “Park&Ride” miały przecież służyć temu, by ułatwiać korzystanie z komunikacji miejskiej i zachęcać kierowców do przesiadania się na transport zbiorowy. Tymczasem zamiast realnych ułatwień pojawiają się kolejne ograniczenia, które dla wielu osób będą po prostu formą wykluczenia.
Coraz wyraźniej widać, że polityka miasta nie jest nakierowana na porządkowanie ruchu, lecz na ogólną walkę z samochodami. Kierowcy od dawna odczuwają skutki zmian ulic, likwidacji miejsc parkingowych w centrum oraz niekorzystnych decyzji dotyczących organizacji ruchu. Przykład ul. Starowiślnej pokazuje, że takie działania nie są incydentem, lecz elementem szerszego podejścia. Do tego dochodzi jeszcze temat przyszłej Strefy Czystego Transportu, która również uderza w osoby korzystające z samochodów. W efekcie mieszkańcy dostają jasny komunikat, że mają rezygnować z auta, ale jednocześnie miasto nie proponuje im uczciwych i rozsądnych alternatyw. Trudno nie odnieść wrażenia, że zamiast polityki transportowej mamy tu coraz częściej do czynienia z urzędniczym absurdem wymierzonym w zmotoryzowanych krakowian.