Rybitwy i Płaszów bronią miejsc pracy przed chaosem narzuconym z góry

Kraków po raz kolejny stał się miejscem protestu przeciwko decyzjom, które mogą uderzyć w tysiące ludzi pracujących i prowadzących działalność gospodarczą.
Dziś rano przedsiębiorcy oraz pracownicy z Rybitw i Płaszowa wyszli na ulice, a następnie udali się pod magistrat, aby bronić miejsc pracy i przyszłości tych części miasta. Skala niepokoju jest poważna, ponieważ według przedstawianych informacji pracę może stracić nawet 20 tysięcy osób. To pokazuje, że nie chodzi o marginalny spór, lecz o sprawę mającą ogromne znaczenie społeczne i gospodarcze.
Likwidacja Rybitw miałaby wpływ nie tylko na same firmy i zatrudnionych tam ludzi, ale również na funkcjonowanie wielu sektorów miasta. Tego rodzaju zmiana odbiłaby się szeroko na lokalnej gospodarce i codziennym życiu Krakowa. Dlatego protest nie jest tylko reakcją na pojedynczą decyzję, ale wyrazem sprzeciwu wobec sposobu myślenia, w którym interes mieszkańców i pracowników przegrywa z presją inwestycyjną. Nie ma zgody na likwidację firm i miejsc pracy pod dyktando deweloperów. Architektami miasta powinni być mieszkańcy, a nie ci, którzy patrzą na Kraków wyłącznie przez pryzmat kolejnych projektów zabudowy.
To mieszkańcy mają prawo decydować o kierunku rozwoju miasta i o tym, czy rozwój ten służy wspólnocie, czy wyłącznie wąskiej grupie interesów.