Bardzo wysoko oceniam wszelkie inicjatywy oparte na wzajemnej pomocy, solidarności i zwykłym ludzkim wsparciu. Takie działania są potrzebne i pokazują, że wspólnota ma sens wtedy, gdy ludzie potrafią być razem nie tylko w słowach, ale również w praktyce. Nie można jednak udawać, że każda obecność polityka przy tego typu wydarzeniach jest z definicji bezinteresowna. Gdy akcja społeczna staje się przede wszystkim okazją do budowania własnego wizerunku, trudno mówić o szczerości intencji.
Właśnie dlatego zachowanie radnego Krakowa pana Łukasza Sęk budzi mój zdecydowany sprzeciw. Z jednej strony pojawia się on na wydarzeniu, którego tłem i atrakcją są stare samochody, w tym kultowe Fiaty 126p. Z drugiej strony pozostaje zwolennikiem Strefy Czystego Transportu, która w praktyce uderza właśnie w właścicieli takich pojazdów i ogranicza im możliwość wjazdu do Krakowa. Trudno nie dostrzec tu zwykłej politycznej hipokryzji.
Nie da się przecież jednocześnie ogrzewać w blasku sentymentu do starych aut i popierać rozwiązań, które wypychają je z miasta.
W polityce można wiele zagrać pod zdjęcie, pod relację i pod chwilowy poklask, ale rzeczywistości nie da się oszukać. Albo ktoś naprawdę szanuje ludzi, ich styl życia i ich wybory, albo traktuje ich jedynie jako dekorację do własnej promocji.
W tej sprawie trzeba po prostu wybrać: albo szczerość, albo polityczny teatr.