Strefa Czystego Transportu w Krakowie okazuje się coraz bardziej absurdalnym rozwiązaniem

Wojewoda Małopolski Krzysztof Klęczar złożył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na uchwałę krakowskiej Rady Miasta w sprawie Strefy Czystego Transportu. Sam fakt jej zaskarżenia nie wstrzymuje jednak wejścia nowych przepisów w życie, więc planowany start strefy 1 stycznia 2026 r. nadal pozostaje aktualny.
Wojewoda wskazuje przede wszystkim na nierówne traktowanie kierowców spoza Krakowa, którzy zgodnie z uchwałą musieliby płacić za wjazd, podczas gdy część mieszkańców miasta byłaby z tych opłat zwolniona, mimo posiadania identycznego pojazdu.
Już dziś magistrat tonie w pracy. Urzędnicy nie mają jednolitej bazy do weryfikacji norm emisji tysięcy pojazdów, a wdrożenie systemu kamer, abonamentów i wyjątków pochłania środki oraz blokuje inne projekty transportowe. Biurokratyczny chaos uderza więc najpierw w samych urzędników, którzy muszą równocześnie pilnować trzech różnych wersji przepisów z lat 2022–2025 i odpierać protesty gmin ościennych. Jeżeli sąd nie uchyli najbardziej kontrowersyjnych zapisów, od 2026 r. koszty spadną na mieszkańców. Starsze samochody benzynowe poniżej normy Euro 4 oraz diesle poniżej normy Euro 6 będą mogły wjechać tylko po opłaceniu abonamentu, który od 2028 r. ma wynosić nawet 500 zł miesięcznie.
Tranzyt przeniesie się na wąskie drogi tuż przy granicy strefy, pogłębiając korki i hałas. Wzrosną również ceny towarów, ponieważ przewoźnicy przerzucą nowe opłaty na sklepy.
Strefa, która miała zwalczać smog, już teraz okazuje się biurokratycznym absurdem i zapowiada codzienne problemy dla tysięcy mieszkańców regionu. Ekologiczny wymiar tego nieracjonalnego projektu pozostaje znikomy.