System kaucyjny nie rozwiąże problemu mieszkań, ale dobrze pokazuje absurd naszych czasów

System kaucyjny w zderzeniu z realiami mieszkaniowymi pokazuje, jak bardzo polityczne hasła potrafią rozmijać się z codziennym życiem zwykłych ludzi. W przestrzeni publicznej coraz częściej słyszymy o kolejnych opłatach, kaucjach i ekologicznych obowiązkach, które mają rzekomo porządkować rzeczywistość. W praktyce kaucja zaczyna funkcjonować jak nowa waluta, a obywatel coraz częściej ma wrażenie, że zamiast normalnie żyć i pracować, powinien zostać zawodowym zbieraczem opakowań. Wystarczy proste przeliczenie, aby zobaczyć skalę tego absurdu.
Jeżeli przyjąć średnią cenę kawalerki w Krakowie, to aby kupić takie mieszkanie wyłącznie za wartość kaucji, trzeba byłoby uzbierać 1 300 000 plastikowych butelek. Gdyby wrzucać jedną butelkę do automatu co pięć sekund, bez przerwy, dzień i noc, zajęłoby to ponad 75 dni. Jeszcze ciekawiej wygląda to przy wynajmie. Miesięczny czynsz w wysokości 2800 zł oznacza konieczność oddania 5600 butelek, czyli średnio 186 dziennie, tylko po to, aby opłacić samo mieszkanie. Trudno o bardziej wymowny obraz polityki, która zamiast ułatwiać ludziom życie, dokłada im kolejne obowiązki i sprzedaje to jako postęp.
Można odnieść wrażenie, że według tego sposobu myślenia przyszłość obywatela to nie oszczędzanie na własne cztery kąty, ale bieganie z workiem i polowanie na plastik. Witamy więc w teraźniejszości, w której ekologiczne pomysły coraz częściej brzmią jak kiepski żart, a nie poważna odpowiedź na realne problemy społeczne.
Warto dodać, że system kaucyjny w praktyce coraz częściej okazuje się zwyczajną stratą pieniędzy dla zwykłych ludzi. Teoretycznie kaucja ma wracać do konsumenta, ale w rzeczywistości wiele osób nie odzyskuje swoich pieniędzy, bo butelkomaty bywają zepsute, przepełnione albo czasowo wyłączone. W efekcie część butelek trafia do zwykłych pojemników na plastik, a wpłacona wcześniej kaucja po prostu przepada. Dla rodziny, która regularnie kupuje napoje, w skali roku mogą to być już setki złotych zamrożonych lub utraconych w systemie.
Trudno więc nie odnieść wrażenia, że zamiast realnej zachęty do ekologii powstał mechanizm, na którym finansowo tracą przede wszystkim zwykli konsumenci, a zyskują podmioty obsługujące cały system.